We wrześniu miałam przyjemność przeczytać książkę Leona Englera „Botanik des Wahnsinns” wydaną przez moje ulubione niemieckie wydawnictwo Dumont Verlag.
Jest to debiut prozatorski dramatopisarza i psychologa Englera (nie mylić z Englertem), który jak dotąd nie był raczej znany, ale jego pierwsza powieść została bardzo dobrze przyjęta przez niemieckie media.
Szczerze? Nic dziwnego. „Botanik des Wahninns” to dla mnie najlepszy debiut literacki jaki od dawna wpadł mi w ręce! Książka, która wciąga, jest napisana pięknym językiem i porusza ważne tematy przedstawione w sposób zupełnie nietypowy i niestereotypowy: chodzi o współuzależnienie i choroby psychiczne rodziców i dziadków widziane oczami wykształconego syna, wnuczka, psychologa.
Główny bohater Leon potrafi wytłumaczyć naukowo schizofrenię, alkoholizm, czy chorobę dwubiegunową. Pracuje jako psycholog w klinice psychiatrycznej, otacza się ludźmi z problemami, przypisuje im leki, wysłuchuje ich. Nie umie jednak pomóc własnym rodzicom, ani sobie. Strach przed tym, że kiedyś sam będzie chory psychicznie lub uzależniony jak mama, tata i dziadkowie, jest tak mocny, że wyraźnie wpływa na jego kontakty międzyludzkie, brak potrzeby stabilizacji, przyzwyczajania się do przedmiotów czy ludzi. W jego głowie wciąż pulsuje myśl, że pewnie i tak kiedyś stanie się alkoholikiem, a jego ojciec prędzej czy później popełni samobójstwo. Kto wie, może on sam – wykształcony psycholog, również? W związku z tym, czy warto się starać? Inwestować w relacje? Związki?
To nie jest jednak ponura i przytłaczająca powieść. Pewnie kilka razy uśmiechniecie się do siebie, czytając o Leonie i jego jedynym przyjacielu Sąsiedzie, z którym filozofują w wiedeńskich kawiarniach popijając kawę. To książka o współuzależnieniu dzieci, ale bez cienia przemocy czy brutalności. Narrator stawia ciekawe pytania: co to znaczy być normalnym lub nienormalnym w dzisiejszym społeczeństwie? Jak funkcjonować całe życie z depresją? Jak pomóc samemu sobie, gdy nauka i racjonalne myślenie nie dają pocieszenia? A może jednak dają?
Leon Engler oprócz opowieści o rodzinie z problemami, opisuje początki psychologii i psychiatrii. Wspomina dzieciństwo bohatera o imieniu Leon, ale bez pretensji do rodziców, którzy nie radzili sobie w zabawę o nazwie „rodzina”. Dużo tu sarkazmu, ironii, ale też dystansu i takiego pozytywnego szaleństwa.

