„Der grosse Sommer” Ewald Arenz

język niemiecki

Wydawnictwo Dumont Buchverlag, 2021

gatunek: coming of age

Akcja powieści rozgrywa się w Niemczech w latach osiemdziesiątych, w czasach, gdy młodzi spędzali czas bez internetu i telefonu komórkowego. Friedrich, Alma, Beate i przyjaciel Johann szwendają się po małym miasteczku, kupują miejsce na cmentarzu, jeżdżą cudzą koparką czy skaczą do basenu w nocy z naprawdę dużej wysokości. Słowem: beztroska młodość i do tego upalne lato.

Styczeń. Jest szaro, pandemicznie i depresyjnie, dlatego pomyślałam, że opowiem Wam dziś o książce, w której główną rolę odgrywa lato. Książkę Ewalda Arenza „Der grosse Sommer” (tłumaczenie dosłowne: „Wielkie lato”) wydało wydawnictwo Dumont Verlag z Kolonii i nie wiem, czy powieść zostanie przetłumaczona na język polski, ale obiecałam Wam również recenzje książek po niemiecku i rekomendacje, więc tak oto zaczynamy przygodę z powieściami w języku niemieckim.

Przy okazji przedstawię Wam ciekawego według mnie pisarza – Ewalda Arenza, który urodził się w 1965 roku w Norymbergii i jest nauczycielem w gimnazjum. Uczy języka angielskiego i historii. Od kilkunastu lat pisze książki. Przy okazji polecam Wam konto instagramowe pisarza, dowiecie się z niego wiele o jego zainteresowaniach, życiu, dosyć oryginalnym sposobie ubierania.

Jego pierwszym prawdziwym bestsellerem była powieść „Die alte Sorten” z 2019 roku. Ta książka w wydaniu kieszonkowym, czyli Taschenbuch, była najczęściej kupowaną książką w Niemczech, a sama historia opowiadała o relacji między dwoma kobietami – młodą, zbuntowaną Sally i starszą Liss. Kobiety pracują w sadzie gruszkowym (stąd na okładce książki piękne gruszki, a „Alte Sorten” to po prostu stare odmiany gruszek). Brzmi dobrze, prawda?

Drugim bestsellerem Arenza jest powieść „Der grosse Sommer”, czyli „Wielkie lato” z piękną błękitną okładką i wypukłą postacią… kobiety? Mężczyzny? Postać skacze do wody. Już dla samej okładki warto chwycić tę książkę i ją przejrzeć.

Woda, błękit, lato, a przede wszystkim młodość, dojrzewanie, pierwsza miłość, pierwszy raz, pierwsza śmierć – to główne motywy powieści. Choć brzmią być może banalnie, to język jakim posługuje się Arenz, postaci jakie tworzy, są naprawdę bardzo ciekawe i żywe.

Głównym bohaterem książki jest szesnastoletni Friedrich Büchner, który ma problemy z nauką i musi zdać poprawkowe egzaminy z łaciny i matematyki, by dostać promocję do kolejnej klasy. Inaczej z hukiem wyleci ze szkoły. W związku z tym rodzice postanawiają wysłać go na wakacje do dziadków, u których ma się skoncentrować na nauce, a sami wraz z licznym rodzeństwem Friedricha, wyjeżdżają na wakacje. W mieście zostaje jeszcze Alma – starsza siostra Friedricha, która odbywa praktyki w domu starców oraz Beate – pierwsza miłość dojrzewającego chłopaka. Główny bohater to taki sympatyczny, roztrzepany chłopak, który chce dobrze, a wychodzi inaczej. Ciągle rozrabia, ale w gruncie rzeczy ma złote serce i nie chce nikomu sprawiać kłopotów. A już na pewno nie dziadkowi, profesorowi bakteriologii, przed którym czuje respekt, żeby nie powiedzieć: „strach”.

Akcja powieści rozgrywa się w Niemczech w latach osiemdziesiątych, w czasach, gdy młodzi spędzali czas bez internetu i telefonu komórkowego. Friedrich, Alma, Beate i przyjaciel Johann szwendają się po małym miasteczku, kupują miejsce na cmentarzu, jeżdżą cudzą koparką czy skaczą do basenu w nocy z naprawdę dużej wysokości. Słowem: beztroska młodość i do tego upalne lato. Pięknie autor opisuje ten młodzieńczy czas, czuć to lato, o którym pisze, wszystko jest żywe, pachnące. Ta książka po prostu działa na zmysły. Zawiera też wątki autobiograficzne autora, a ponadto… każdy z nas ma w pamięci swoje „wielkie lato”, prawda?

Bardzo ciekawie jest też stworzona postać dziadka profesora – osoby, z którą nie da się raczej pożartować, poważną, żyjącą w swoim, hermetycznym świecie. Jednak jak trzeba, dziadek pomaga Friedrichowi, ma słabość do swojego wnuka, choć relacje z nim nie są normalne i ciepłe. Friedrich poznaje też historię swojej rodziny, pierwszy raz styka się z drugą wojną światową widzianą oczami przodków.

Ta historia przypomina mi nieco inną powieść niemieckiego pisarza Wolfganga Herrndorfa „Czik”, która była wydana także w Polsce przez wydawnictwo W.A.B. w 2010 roku w przekładzie Agnieszki Kowaluk. O Herrndorfie opowiem Wam jednak innym razem, bo jest to także według mnie bardzo ciekawy pisarz.

Podsumowując, jeśli czytanie w języku niemieckim sprawia Wam frajdę (tu dodam jedynie, że do przeczytania i do cieszenia się tą książką potrzebna jest naprawdę bardzo dobra znajomość niemieckiego), albo jeśli pracujecie w jakimś wydawnictwie i potrzebujecie dobrej literatury do wydania w Polsce, to polecam tę powieść o dojrzewaniu (coming of age Roman).

„Jak wychować nazistę” Gregor Ziemer

przekład: Anna Dorota Kamińska

Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2021

gatunek: reportaż

Reportaże Gregora Ziemera tłumaczą jak ważna jest rola edukacji i nauczycieli w kształtowaniu społeczeństwa, jak państwo może w tym procesie uczestniczyć i co może tym samym osiągnąć. A cele bywają, jak wiemy różne, niekoniecznie dobre.

„Buch, czyli książka” skupia się na literaturze niemieckojęzycznej, ale także na książkach poświęconych Niemcom – historii, stosunkom polsko-niemieckim. Stąd nie dziwcie się proszę, że zaprezentuję Wam książkę, która powstała w języku angielskim, ale jej tematyka jest według mnie niezwykle „niemiecka”, ważna i aktualna.

„Education for Death” – tak brzmi oryginalny tytuł książki, którą wydano w USA w 1941 roku. Jej autorem jest amerykański pedagog, pisarz i korespondent Gregor Ziemer, który żył w Niemczech w latach 1928 – 1939 roku i pełnił funkcję dyrektora szkoły amerykańskiej w Berlinie. Jego uczniami były między innymi dzieci pochodzenia żydowskiego, będące ofiarami coraz większej przemocy ze strony niemieckich rówieśników. To oraz fakt, że Ziemer był świadomy schyłku demokracji w Niemczech i narodzin wraz z wielkim rozkwitem nazizmu spowodowało, że z dziennikarskim zacięciem zaczął pisać reportaże o edukacji nazistowskiej w Niemczech. Swoje obserwacje spisywał w formie notatek, a po powrocie do USA opublikował książkę, o której mówimy. Później wrócił jeszcze do Europy i pracował jako korespondent. Pomagał także w procesach norymberskich prowadzonych przeciwko głównym zbrodniarzom trzeciej Rzeszy. Napisał także inne książki o tej tematyce, ale największy rozgłos przyniosło mu właśnie „Education for Death”. Sam Walt Disney już w 1943 roku wyprodukował film animowany na podstawie książki, w którym  głównym bohaterem jest chłopiec Hans indoktrynowany przez Hitlerjugend.

Dosłownie kilka miesięcy temu dostałam wiadomość z pytaniem, czy mogę polecić lektury tłumaczące, dlaczego Niemcy byli w stanie dopuścić do czegoś takiego jak nazizm, holokaust. Dlaczego zgodzili się, dali przyzwolenie na zagładę. Takich lektur jest dużo. Nie jestem historyczką, nie zamierzam oceniać, oskarżać, ale cieszę się, że takie książki jak ta, są wydawane w Polsce. Podtytuł książki „Jak wychować nazistę” brzmi: „Reportaż o fanatycznej edukacji”. Jasne, że mówimy zatem nie tylko o nazizmie, ale również o doktrynach, ślepym podporządkowaniu się jednostce, rozwoju systemów autorytarnych, o procesach prowadzących do osłabienia demokracji i rządzeniu przez ludzi nie umiejących porozumiewać się z innymi, narzucający swoje przekonania, wiarę, poglądy całej reszcie społeczeństwa. Brzmi znajomo? No właśnie.

Książka Ziemera składa się z 8 reportaży oraz fotografii przedstawiających indoktrynację niemieckich dzieci i młodzieży. Autor uzyskał zgodę od ówczesnego ministra edukacji Bernharda Rusta, aby móc brać udział w różnych ceremoniach szkolnych i odwiedzać strzeżone przed cudzoziemcami placówki np. szkoły, domy samotnych matek, sanatoria, obozy młodzieżowe, itd. Ta zgoda nie jest taka oczywista i była z pewnością przemyślaną decyzją. Naziści nienawidzili Amerykanów, dlaczego więc chcieli dopuścić dyrektora szkoły do sekretnego świata Hitlerjugend? A dlatego, by pokazać całemu światu, że są gotowi ginąć za swój kraj, za swojego wodza, aby zademonstrować według nich bezbłędny system edukacji oparty na patriotyzmie i chęci walki.

Dotyczy to wszystkich, nie tylko młodych mężczyzn i żołnierzy. Wszyscy zdrowi Niemcy mieli swoje miejsce w sercu wodza – Hitlera. Ziemer opisuje zatem, w jaki sposób państwo wychowywało dzieci, co było ważne w edukacji chłopców, a co w edukacji dziewcząt, których przypomnijmy, jedynym zadaniem było rodzenie zdrowych żołnierzy. Ziemer odwiedza szkoły, obozy młodzieżowe Hitlerjugend, domy opieki dla samotnych matek, które z dumą rodziły nieślubne dzieci, by oddać je państwu pod opiekę i móc ponownie zachodzić w ciążę. Wielkie wrażenie wywołuje na czytelnikach jego relacja ze szpitala, w którym mówi o sterylizacji kobiet, czy opisy podręczników szkolnych i zawartych w nich propagandowych treści.

Fanatyzm jest straszny, ale jest wymysłem ludzi.

Te reportaże tłumaczą, jak ważna jest rola edukacji i nauczycieli w kształtowaniu społeczeństwa, jak państwo może w tym procesie uczestniczyć i co może tym samym osiągnąć. A cele bywają jak wiemy różne, nie zawsze dobre.

 Ziemer nie ocenia jednostek tylko system, nie krytykuje ludzi, którzy znaleźli się tak naprawdę w pułapce. Nigdy nie pisze na przykład, że Niemcy są źli. On opowiada, na czym polega system zmuszający ludzi do zabijania w imieniu państwa i w zgodzie z prawem. A system ten został zorganizowany z mistrzowską precyzją, przez co w przeciągu kilkunastu lat, miliony ludzi uwierzyło, że będzie im lepiej, jeśli podporządkują się Hitlerowi. Brakuje mi u Ziemera nieco ogólnych informacji o kryzysie gospodarczym, który doprowadził Hitlera do władzy. On nie pisze na przykład o rodzicach dzieci wysyłanych do niemieckich szkół. W jakiej byli oni sytuacji, gdzie pracowali i jaki był ich status. Ziemer pisze stricte o placówkach, o tym jak były zorganizowane, o tym, dlaczego Hitlerjugend było dla młodych atrakcyjne i jak wyglądało dzieciństwo i młodość w kraju rządzonym przez oczarowanych nazizmem dorosłych.

Czytanie takich książek powinno być obowiązkiem, kto wie, może można by się z nich więcej nauczyć i dowiedzieć, niż z podręczników do nauki historii, które są oparte na suchych faktach i danych liczbowych. Ta książka jest ostrzeżeniem i podręcznikiem opowiadającym o tym, jak państwo może mieć wpływ na kształtowanie nas i naszych dzieci. Obojętne gdzie, czy w Niemczech czy w Polsce.

Jeśli interesuje Was historia Niemiec, a także teraźniejszość Polski – przeczytajcie tę książkę.

„Zabijaj uważnie” Karsten Dusse

przekład: Mateusz Borowski

Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2021

gatunek: kryminał

Co ma wspólnego luksusowy burdel z przedszkolem? Jak likwidować zło i czy w tym celu wolno nam czynić zło? A jeszcze przy tym dobrze się bawić? Historia prawnika będącego prawą ręką mafijnych przestępców, który postanowił zmienić swoje życie, by móc spędzać więcej czasu ze swoją córką – tak można w skrócie opisać tę książkę. Więcej o niej i jej autorze znajdziecie poniżej. Zapraszam do lektury!

Karsten Duss urodził się w 1973 roku, jest z wykształcenia prawnikiem, specjalizuje się w prawie najmu i własności mieszkań. W tym przypadku to niezwykle ważne. Pochodzi z rodziny prawników z Essen, ale obok kariery prawniczej od zawsze interesowały go także media. Pracował przy produkcji różnych programów telewizyjnych, prowadził audycje radiowe, brał udział w licznych satyrycznych i komediowych przedsięwzięciach. Pisał skecze i krótkie utwory, aż w końcu naszła go ochota na napisanie czegoś dłuższego i w ten sposób powstała książka – kryminał z wielką dozą poczucia humoru „Zabijaj uważnie”. Po niemiecku tytuł ten brzmi „Achtsam morden”, książka została wydana w 2019 roku i od tego czasu powstały już dwie kolejne części. Pierwsza z nich nosi tytuł „Das Kind in mir will achtsam morden” oraz „Achtsam morden am Rande der Welt”.

Wydawnictwo Otwarte z Krakowa zdecydowało się w zeszłym roku wydać debiutancką powieść Karstena Dussa „Zabijaj uważnie”, a tłumaczenia podjął się Mateusz Borowski. Tu muszę od razu zwrócić uwagę na fakt, że przekład bardzo mi się podobał, a zwracam na to dużą uwagę. Językowo nie jest to bowiem łatwa książka, a w założeniu ma się ją czytać przyjemnie: autor używa wielu przekleństw, obraźliwych słów, okrasza je poczuciem humoru i ironią. Trudno na pewno o balans w obcym języku, istnieje bowiem obawa, że można „przesadzić”, a tłumaczenie Borowskiego jest pod tym względem naprawdę dobre. Do tego dochodzą skomplikowane określenia prawnicze. Język prawa łączy się z językiem przestępców, dodatkowo dialogi są często bardzo dowcipne – bardzo trudna i oryginalna mieszanka, z której tłumacz wybrnął bez zarzutów.

Nie jestem fanką kryminałów, thrillerów, sięgam po nie raczej rzadko. Książka „Zabijaj uważnie” czekała kilka miesięcy na mojej półce, aż doczekała się choroby, na którą teraz wszyscy chorujemy. Tak oto leżąc w łóżku, gapiąc się w ścianę ze zmęczenia i otępienia, bez smaku i węchu, powalona koroną – postanowiłam sięgnąć po tę książkę, bo trudne reportaże, biografie i inne napoczęte powieści, w ogóle nie wchodziły  grę. Były za trudne, za ciężkie. „Zabijaj uważnie” paradoksalnie postawiło mnie na nogi w czasie choroby. Wciągnęłam się w lekturę i opowieść o absurdalnie strasznym a zarazem prawdziwym świecie, w którym prawnicy przyjaźnią się z przestępcami mafijnymi i pomagają im legalnie kupować broń i narkotyki.

Takim właśnie prawnikiem jest główny bohater powieści „Zabijaj uważnie” Björn Diemel. Przeżywa kryzys wieku średniego, jego związek się rozpada. Jest bogaty, ma małą córeczkę, z którą nie spędza czasu, bo musi pracować w kancelarii prawniczej wspierającej przestępców. Całe szczęście sam zaczyna zdawać sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia i dzięki namowie żony trafia na trening uważności, czyli krótko mówiąc, na terapię. Choć nie przypada mu ona do gustu, bo przecież prawdziwy facet nie potrzebuje żadnych ćwiczeń oddechowych, by uwolnić się od stresu, to wprowadza w życie niektóre ćwiczenia i efekty są nadzwyczaj budujące. Nie chcę zdradzać treści książki. Wspomnę tylko, że wiedza prawnicza autora oraz jego poczucie humoru, dystans i ironia sprawiły, że czyta się tę powieść bardzo dobrze i szybko, a niektóre sceny zostają w pamięci naprawdę na długo. Do tego dochodzą uniwersalne treści takie jak: kryzys życiowy spowodowany na koncentrowaniu się jedynie na karierze, walka dobra ze złem za pomocą hm… zła?

Wielki plus zyskał też ode mnie Karsten Duss za opisanie w kryminale tragi/komicznej sytuacji w niemieckich przedszkolach, spowodowanej brakiem miejsc w placówkach. Wyobraźcie sobie, że w książce „Zabijaj uważnie” przedszkole jest intratniejszym biznesem niż luksusowy burdel. Fakt, że codzienność, błahe sytuacje opisane w tej powieści działają na jej korzyść. Mafiosi, szukający miejsca w placówce dla swoich małych pociech, czy odbywający tajne zebrania przestępcze właśnie w przedszkolu, podziałali na mnie rozbrajająco.

Choć do końca trudno się zorientować czy zasady uważności i terapie są w tej książce potępiane, wyśmiewane czy przeciwnie – doradzane, to warto też zwrócić uwagę na ten wątek. Według mnie cytatów z poradnika uważności było za dużo, trochę mnie męczyły, niemniej uważam, że motyw terapii w literaturze, radzenia sobie z kryzysem, kierowanie się do specjalistów, jest ważny, aktualny i potrzebny w literaturze.

Polecam!