„Wściekłość” („Die Wut, die bleib”) Mareike Fallwickl

przekład: Zofia Sucharska

Wydawnictwo: Muza

gatunek: powieść

Tak jak dobrze widać na zdjęciu poniżej, książkę „Wściekłość” autorstwa Austriaczki Mareike Fallwickl (Wydawnictwo Muza, tłum. Zofia Sucharska), przeczytałam zimą tego roku i od tego czasu starałam się znaleźć redakcję, portal, czasopismo, w którym mogłabym opublikować tekst na temat tej powieści.

Bezskutecznie.

Dlaczego? Pomijam fakt, że coraz trudniej z krytyką literacką, a coraz łatwiej z TikTokiem, którego nie używam, ale jest to po prostu książka, której inni (czyt. mężczyźni decydujący o wszystkim) się boją i nie chcą, a powinni się tego wstydzić i żałować.

„Wściekłość” zaczyna się mocną sceną. Umęczona matka trójki dzieci, zamknięta z całą rodziną w czasie lockdownu w niewielkim mieszkaniu, na pytanie męża przy kolacji „gdzie jest sól?”, nie wytrzymuje, otwiera balkon i skacze. To tylko początek. Potem jest chyba nawet gorzej.

Dorastająca córka Lola w fazie ostrego buntu i żałoby po matce, zakłada z koleżankami dziewczęcy gang, który atakuje mężczyzn mających na koncie różne przestępstwa wobec kobiet. Bezdzietna przyjaciółka zmarłej Helen – Sarah ma wyrzuty sumienia, że nie zapobiegła tragedii i nie pomogła Helen w żaden sposób. Jest niezależna, ma czas dla siebie, na sport i młodszego partnera. Po śmierci przyjaciółki stara się pomóc w opiece nad młodszymi dziećmi Helen. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że niezaradny życiowo mąż zmarłej, kompletnie to wykorzystuje i pod wymówką „muszę długo pracować, by zapewnić byt rodzinie”, niejako obarcza ją obowiązkami rodzinnymi nad własnymi dziećmi. Helen staje się nową mamą dla dwóch maluchów i w pewnym momencie dostrzega, że nie jest to dobry układ.

Emocje w tej książce buzują, jest w niej oczywiście tytułowa wściekłość: na patriarchat, na system, który nie pozwala kobietom godzić obowiązków domowych z zawodowymi i każe zawsze coś wybrać. To opowieść o dojrzewaniu, o niegodzeniu się na krzywdę kolejnych pokoleń kobiet. To manifest współczesnej kobiecości: świadomej swoich mocnych stron i walczących z wieloletnimi upokorzeniami. Tło pandemii, które całe szczęście zniknęło z naszego życia, a stało się tematem książek, przypominało mi również, cały ten paskudny okres w moim prywatnym życiu. Bo też byłam zamkniętą w domu mamą maluchów i żoną pracującego męża. Bezdzietni mieli czas na jogę i kursy online, a matki dostawały dosłownie i w przenośni szału.

I również miałam czasem ochotę otworzyć drzwi od balkonu. Niech pierwszy rzuci kamieniem i powie, że ona/on nie…

„Wściekłość” powinna przeczytać każda matka, każda dojrzewająca córka, każdy mąż i syn. Słowem po prostu: każda i każdy. I o takich książkach powinno się cały czas mówić, rozmawiać i pisać.

Autorka Mareike Fellwickl była niedawno w Polsce i odbyła kilka spotkań na temat książki. Opublikowała następnie na swoim Instagramie filmik z tej podróży. Ktoś w komentarzach pod nim zapytał: „Czy Polska jest odpowiednia dla podróżującej samotnie kobiety?” Ale to już chyba temat na inny wpis…

Dodaj komentarz