„Abschied” Sebastian Haffner Hanser Verlag

O tej książce mówią absolutnie wszyscy w Niemczech, recenzują ją największe czasopisma i programy telewizyjne. Znajduje się na pierwszym miejscu bestsellerów „Spiegla”, więc warto pochylić się nad tym tytułem i sprawdzić, co się kryje za tajemniczym „Abschied”, czyli po polsku „Pożegnaniem”.

Sebastian Haffner był niemieckim historykiem, korespondentem, napisał między innymi biografię o Churchillu czy Hitlerze. Po jego śmierci ukazały się wspomnienia, które cieszyły się sporą popularnością („Geschichte eines Deutschen. Erinnerungen 1914-1933”) i oto nagle okazało się, że od niemal stu lat na wydanie czeka kolejny manuskrypt. Na publikację nie zgadzała się jednak córka pisarza uważając, że historia jest zbyt intymna, bo oparta na prawdziwej historii. Córka umarła, a żyjący wciąż syn książkę wydał. I to już zapewniło jej sukces i zainteresowanie medialne.

Sama opowieść da się streścić w kilku zdaniach: głównym bohaterem i narratorem historii jest młody referendarz sądowy Raimund z Berlina, który odwiedza w Paryżu swoją przyjaciółkę Teddy. Relacje między obojgiem nie są do końca jasne – Raimund jest w Teddy szalenie zakochany, ale jej o tym nie mówi, dziewczyna ma wokół siebie duże grono adoratorów. Akcja powieści rozpoczyna się dobę przed pożegnaniem Teddy i nieuchronnym powrotem do Berlina i zwykłego, szarego życia. W powietrzu pachnie nadchodzącą wojną, młodzi zdają sobie z niej sprawę, ale jeszcze z niej żartują, jeszcze chodzą na bale i do restauracji. Cieszą się wolnością.

„Abschied” trzyma czytelnika we wspaniałym napięciu, czas płynie niczym w klepsydrze wypełnionej piaskiem i wraz z bohaterami odmierzamy ostatnie godziny i minuty. Koniec nadciąga, jaki będzie finał? Tego nie zdradzę.

Były jednak strony powieści (a jest ona krótka), które się dłużyły, dialogi, które się powtarzały. Kilka stron musiałam w ogóle opuścić, bo napisane były w języku francuskim, a wydawca nie zadał sobie trudu, by je przetłumaczyć na niemiecki. Nie chcę nikogo o nic posądzać, ale miałam trochę wrażenie, że „Abschied” wydano dla bardzo konkretnego niemieckiego odbiorcy – trochę snoba i intelektualisty, zakochanego we wszystkim, co francuskie. Jest to jednak kawałek dobrej literatury, napisanej pięknym językiem i warty poznania.

Momentami powieść przypominała mi „Wszystko na darmo” Waltera Kempowskiego w przekładzie Małgorzaty Gralińskiej i to już chyba dobra rekomendacja, prawda?

Dodaj komentarz