„Wenn du es heimlich machen willst, musst du die Schäfe toten” Anna Maschik, Wydawnictwo Luchterhand Literaturverlag

Czy są tu fani Joanny Bator i Mariany Leky? Tak? Mam dla Was świetną propozycję o wdzięcznym tytule: „Wenn du es heimlich machen willst, musst du die Schäfe toten“, czyli po polsku mogłoby to zabrzmieć: „Jeśli chcesz to zrobić w ukryciu, musisz zabić owcę”.

Narratorką powieści debiutującej Anny Maschik z Austrii jest żyjąca współcześnie Alma, która opowiada historię swojej rodziny, zaczynając od prababki. W centrum są zawsze kobiety, ich losy, ciężka praca na polu i w domu, narodziny dzieci.

Książka zaczyna się mocną sceną zażynania przez Henrike owcy. To prabacia Almy, od niej wszystko się zaczyna. Henrike straciła w wieku 13 lat matkę, musiała zająć się swoimi braćmi, ojcem i gospodarstwem. Ojciec poszedł na wojnę i już nie wrócił. By przetrwać, Henrike wiedziała, że musi znaleźć sobie szybko męża i to czyni, jest nim Georg, którego poznaje na wiejskiej zabawie z okazji urodzin cesarza. Czysta kalkulacja, żadnych uczuć. Na świat przychodzi ich pierwszy syn – Benedikt. Rodzi się śpiący i śpi przez pierwszych kilkanaście lat.

Więcej nie chcę Wam zdradzić, aby nie popsuć zabawy. Bo czytanie tej pozycji to świetna rozrywka. Zima za oknem, kocyk i kubek z herbatą, pasują tu cudownie. W powieści Maschik jest wiele oniryzmu, elementów realizmu magicznego i zaskakujących zwrotów akcji.

Czyta się tę powieść szybko, łatwo i przyjemnie. Zanurzamy się w jednak w świecie kobiet, które ciężko pracują, mają zawsze pod górkę, poświęcają siebie i swoje marzenia, by zajmować się innymi. To również książka o powtarzalności, o tym, że natura jest zamkniętym kręgiem pełnym powtarzalności, a my i nasze życie jest drobną, niewiele znaczącą sekundą we wszechświecie.   

„Botanik des Wahnsinns” Leon Engler, Dumont Verlag

We wrześniu miałam przyjemność przeczytać książkę Leona Englera „Botanik des Wahnsinns” wydaną przez moje ulubione niemieckie wydawnictwo Dumont Verlag.

Jest to debiut prozatorski dramatopisarza i psychologa Englera (nie mylić z Englertem), który jak dotąd nie był raczej znany, ale jego pierwsza powieść została bardzo dobrze przyjęta przez niemieckie media.

Szczerze? Nic dziwnego. „Botanik des Wahninns” to dla mnie najlepszy debiut literacki jaki od dawna wpadł mi w ręce! Książka, która wciąga, jest napisana pięknym językiem i porusza ważne tematy przedstawione w sposób zupełnie nietypowy i niestereotypowy: chodzi o współuzależnienie i choroby psychiczne rodziców i dziadków widziane oczami wykształconego syna, wnuczka, psychologa.

Główny bohater Leon potrafi wytłumaczyć naukowo schizofrenię, alkoholizm, czy chorobę dwubiegunową. Pracuje jako psycholog w klinice psychiatrycznej, otacza się ludźmi z problemami, przypisuje im leki, wysłuchuje ich. Nie umie jednak pomóc własnym rodzicom, ani sobie. Strach przed tym, że kiedyś sam będzie chory psychicznie lub uzależniony jak mama, tata i dziadkowie, jest tak mocny, że wyraźnie wpływa na jego kontakty międzyludzkie, brak potrzeby stabilizacji, przyzwyczajania się do przedmiotów czy ludzi. W jego głowie wciąż pulsuje myśl, że pewnie i tak kiedyś stanie się alkoholikiem, a jego ojciec prędzej czy później popełni samobójstwo. Kto wie, może on sam – wykształcony psycholog, również? W związku z tym, czy warto się starać? Inwestować w relacje? Związki?

To nie jest jednak ponura i przytłaczająca powieść. Pewnie kilka razy uśmiechniecie się do siebie, czytając o Leonie i jego jedynym przyjacielu Sąsiedzie, z którym filozofują w wiedeńskich kawiarniach popijając kawę. To książka o współuzależnieniu dzieci, ale bez cienia przemocy czy brutalności. Narrator stawia ciekawe pytania: co to znaczy być normalnym lub nienormalnym w dzisiejszym społeczeństwie? Jak funkcjonować całe życie z depresją? Jak pomóc samemu sobie, gdy nauka i racjonalne myślenie nie dają pocieszenia? A może jednak dają?

Leon Engler oprócz opowieści o rodzinie z problemami, opisuje początki psychologii i psychiatrii. Wspomina dzieciństwo bohatera o imieniu Leon, ale bez pretensji do rodziców, którzy nie radzili sobie w zabawę o nazwie „rodzina”. Dużo tu sarkazmu, ironii, ale też dystansu i takiego pozytywnego szaleństwa.

Leon Engler „Botanik des Wahnsinns”

„Abschied” Sebastian Haffner Hanser Verlag

O tej książce mówią absolutnie wszyscy w Niemczech, recenzują ją największe czasopisma i programy telewizyjne. Znajduje się na pierwszym miejscu bestsellerów „Spiegla”, więc warto pochylić się nad tym tytułem i sprawdzić, co się kryje za tajemniczym „Abschied”, czyli po polsku „Pożegnaniem”.

Sebastian Haffner był niemieckim historykiem, korespondentem, napisał między innymi biografię o Churchillu czy Hitlerze. Po jego śmierci ukazały się wspomnienia, które cieszyły się sporą popularnością („Geschichte eines Deutschen. Erinnerungen 1914-1933”) i oto nagle okazało się, że od niemal stu lat na wydanie czeka kolejny manuskrypt. Na publikację nie zgadzała się jednak córka pisarza uważając, że historia jest zbyt intymna, bo oparta na prawdziwej historii. Córka umarła, a żyjący wciąż syn książkę wydał. I to już zapewniło jej sukces i zainteresowanie medialne.

Sama opowieść da się streścić w kilku zdaniach: głównym bohaterem i narratorem historii jest młody referendarz sądowy Raimund z Berlina, który odwiedza w Paryżu swoją przyjaciółkę Teddy. Relacje między obojgiem nie są do końca jasne – Raimund jest w Teddy szalenie zakochany, ale jej o tym nie mówi, dziewczyna ma wokół siebie duże grono adoratorów. Akcja powieści rozpoczyna się dobę przed pożegnaniem Teddy i nieuchronnym powrotem do Berlina i zwykłego, szarego życia. W powietrzu pachnie nadchodzącą wojną, młodzi zdają sobie z niej sprawę, ale jeszcze z niej żartują, jeszcze chodzą na bale i do restauracji. Cieszą się wolnością.

„Abschied” trzyma czytelnika we wspaniałym napięciu, czas płynie niczym w klepsydrze wypełnionej piaskiem i wraz z bohaterami odmierzamy ostatnie godziny i minuty. Koniec nadciąga, jaki będzie finał? Tego nie zdradzę.

Były jednak strony powieści (a jest ona krótka), które się dłużyły, dialogi, które się powtarzały. Kilka stron musiałam w ogóle opuścić, bo napisane były w języku francuskim, a wydawca nie zadał sobie trudu, by je przetłumaczyć na niemiecki. Nie chcę nikogo o nic posądzać, ale miałam trochę wrażenie, że „Abschied” wydano dla bardzo konkretnego niemieckiego odbiorcy – trochę snoba i intelektualisty, zakochanego we wszystkim, co francuskie. Jest to jednak kawałek dobrej literatury, napisanej pięknym językiem i warty poznania.

Momentami powieść przypominała mi „Wszystko na darmo” Waltera Kempowskiego w przekładzie Małgorzaty Gralińskiej i to już chyba dobra rekomendacja, prawda?

„Von Demokraten unterschätzt, von Populisten umworben: migrantische Deutsche als politische Kraft“ Özgür Özvatan Ch. Links Verlag   

Özgür Özvatan jest politologiem i socjologiem, mieszka w Berlinie i tak jak się pewnie domyślacie ma tureckie korzenie. Jego rodzina mieszka w Niemczech już od kilku pokoleń, a on odważnie pisze o niepokojących zmianach w niemieckiej polityce.

Jego główną tezą jest, że demokratyczne partie, ze swoją długą historią i raczej jasnym stanowiskiem, zapomniały o tym, że młode pokolenie wyborców to w dużej mierze imigranci. Już dzisiaj, wśród osób poniżej 20 roku życia, aż 42,2 procent stanowią ludzie z pochodzeniem imigracyjnym i to oni będą w przyszłych latach decydować o losach politycznych tego kraju. Tymczasem jedyną partią, która wychodzi im naprzeciw jest AfD! Tak, tak, ta sama partia, która straszy imigrantami i nie chce ich już więcej widzieć w kraju! Paradoks? Tak! I o tym pisze Özgür Özvatan, analizując przy tym coraz większe poparcie dla nacjonalistycznej partii populistów.

Autor wskazuje rolę mediów społecznościowych, wyjaśnia przesłania, jakie przekonują imigrantów do głosowania na AfD, a przede wszystkim wytyka błędy partiom demokratycznym. Według politologa nie robią one nic, aby przekonać do siebie młode pokolenie, są pełni uprzedzeń, klasowości i hierarchii. Według niego politycy zamknęli się w swoich bańkach, do których nie dopuszcza się innych (albo tylko się o tym mówi).

Ta książka oferuje bardzo aktualny temat, jej autor analizuje procesy społeczne, tłumaczy wyniki wyborów. Wiele w niej analogii do partii politycznych w Polsce.

Özvatan dość dramatycznie namawia polityków do zmiany swojego podejścia i zachowania, wytyka błędy w kampaniach (na przykład na mediach społecznościowych) i stara się przejrzyście tłumaczyć to, co się dzieje i o czym panowie o jasnej karnacji (przede wszystkim) i w garniturach, już dawno zapomnieli.

„Migrantenmutti” Elina Penner Aufbau Verlag

Językiem ojczystym Eliny Penner jest Plautdietsch, czyli język ruskich mennonitów, którym posługuje się na świecie około 500 tysięcy ludzi. Nie ma podręczników do nauki tego języka. Rodzice Eliny mieszkali w Związku Radzieckim, pod granicą z Kazachstanem i w latach 90-tych XX wieku przeprowadzili się do Niemiec, gdzie Elina nauczyła się perfekcyjnie niemieckiego. To ważne. Bo autorka książki „Migrantenmutti” pisze o pochodzeniu, korzeniach, kulturze i tożsamości i podkreśla: nie jestem Rosjanką.

Kwestia pochodzenia zajęła ją na tyle, że w 2022 roku wydała książkę „Nachtbeeren” o swojej rodzinie, ale dopiero gdy zaczęła wychowywać w Niemczech własne dzieci przekonała się jak bardzo imigranckie pochodzenie miało i ma znaczenie w jej życiu i jaki ma wpływ na jej relacje z otoczeniem oraz innymi rodzicami.

„Migrantenmutti” to polityczno-satyryczne eseje, pełne humoru, nieraz odważnego, ciętego języka, bezczelnych ripost i anglicyzmów. Autorka wkłada do worka wszystkich imigrantów oraz co ciekawe Niemców ze wschodu kraju i przeciwstawia ich Niemcom Zachodnim. Śmieje się przy tym z wszystkich, wbija szpilę, żeby zabolało, prowokuje, ale jest w niej też dużo złości.  

To książka o wychowywaniu dzieci w społeczeństwie wielokulturowym, w którym jednak duże znaczenie ma rasizm i klasowość. Elina Penner staje po stronie rodzin imigranckich, wspiera ich i rozumie ich troski, zachęca do bycia sobą, do rezygnacji z ambicji i wymagań społecznych, które często kończą się burnoutem i chorobami, a nie szczęśliwym życiem rodzinnym. Autorka każe nam trochę „wrzucić na luz”, śmiać się z mam na Instagramie, pokazujących swoje perfekcyjne życie do kamerki w telefonie. Wspomina swoje dzieciństwo i przepracowanych rodziców, którzy często sadzali ją przed telewizorem, ale okazywali miłość na wiele innych sposobów.

To opowieść również o tym, że Niemcy nie proponują swoim gościom (dzieciom) wspólnego posiłku, tylko mówią „Poczekaj w pokoju, my zjemy i możecie się dalej bawić”, albo o tym, że nie zdejmują butów, gdy przychodzą do kogoś w odwiedziny. Wszystko z przymrużeniem oka, nie można popadać w skrajności, ale Penner mocno prowokuje niemieckich czytelników. Ciekawe, czy tacy sięgną w ogóle po tę książkę…

„Migrantenmutti” skłania do refleksji, tłumaczy wiele konfliktów (tak, nawet moich polskich z niemieckim mężem i ojcem moich dzieci!). Ta książka uświadomiła mi też jak bardzo pochodzę z Europy Wschodniej i nie wiem, czy ta wiedza mnie cieszy, czy smuci.

Poniżej możecie wysłuchać podcastu na temat książki. Nagraliśmy go wspólnie z Adamem Gusowskim dla „Cosmo po polsku”

Podcast o książce „Skąd” Sašy Stanišića (tłum. M. Gralińska, wydawnictwo Książkowe Klimaty) i o piątej edycji „Buch, czyli książka” na jesieni 2025

Rozmowa z Marcinem Piotrowskim o książce „Skąd” Sašy Stanišića (tłum. Małgorzata Gralińska, wydawnictwo Książkowe Klimaty).


Nagranie odbyło się w Warszawie, w pięknej bibliotece Goethe-Institut Warschau (polecamy to miejsce!) w maju 2025 roku.

Link: https://bit.ly/3TjshTn

Miłego słuchania!

„Wściekłość” („Die Wut, die bleib”) Mareike Fallwickl

przekład: Zofia Sucharska

Wydawnictwo: Muza

gatunek: powieść

Tak jak dobrze widać na zdjęciu poniżej, książkę „Wściekłość” autorstwa Austriaczki Mareike Fallwickl (Wydawnictwo Muza, tłum. Zofia Sucharska), przeczytałam zimą tego roku i od tego czasu starałam się znaleźć redakcję, portal, czasopismo, w którym mogłabym opublikować tekst na temat tej powieści.

Bezskutecznie.

Dlaczego? Pomijam fakt, że coraz trudniej z krytyką literacką, a coraz łatwiej z TikTokiem, którego nie używam, ale jest to po prostu książka, której inni (czyt. mężczyźni decydujący o wszystkim) się boją i nie chcą, a powinni się tego wstydzić i żałować.

„Wściekłość” zaczyna się mocną sceną. Umęczona matka trójki dzieci, zamknięta z całą rodziną w czasie lockdownu w niewielkim mieszkaniu, na pytanie męża przy kolacji „gdzie jest sól?”, nie wytrzymuje, otwiera balkon i skacze. To tylko początek. Potem jest chyba nawet gorzej.

Dorastająca córka Lola w fazie ostrego buntu i żałoby po matce, zakłada z koleżankami dziewczęcy gang, który atakuje mężczyzn mających na koncie różne przestępstwa wobec kobiet. Bezdzietna przyjaciółka zmarłej Helen – Sarah ma wyrzuty sumienia, że nie zapobiegła tragedii i nie pomogła Helen w żaden sposób. Jest niezależna, ma czas dla siebie, na sport i młodszego partnera. Po śmierci przyjaciółki stara się pomóc w opiece nad młodszymi dziećmi Helen. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że niezaradny życiowo mąż zmarłej, kompletnie to wykorzystuje i pod wymówką „muszę długo pracować, by zapewnić byt rodzinie”, niejako obarcza ją obowiązkami rodzinnymi nad własnymi dziećmi. Helen staje się nową mamą dla dwóch maluchów i w pewnym momencie dostrzega, że nie jest to dobry układ.

Emocje w tej książce buzują, jest w niej oczywiście tytułowa wściekłość: na patriarchat, na system, który nie pozwala kobietom godzić obowiązków domowych z zawodowymi i każe zawsze coś wybrać. To opowieść o dojrzewaniu, o niegodzeniu się na krzywdę kolejnych pokoleń kobiet. To manifest współczesnej kobiecości: świadomej swoich mocnych stron i walczących z wieloletnimi upokorzeniami. Tło pandemii, które całe szczęście zniknęło z naszego życia, a stało się tematem książek, przypominało mi również, cały ten paskudny okres w moim prywatnym życiu. Bo też byłam zamkniętą w domu mamą maluchów i żoną pracującego męża. Bezdzietni mieli czas na jogę i kursy online, a matki dostawały dosłownie i w przenośni szału.

I również miałam czasem ochotę otworzyć drzwi od balkonu. Niech pierwszy rzuci kamieniem i powie, że ona/on nie…

„Wściekłość” powinna przeczytać każda matka, każda dojrzewająca córka, każdy mąż i syn. Słowem po prostu: każda i każdy. I o takich książkach powinno się cały czas mówić, rozmawiać i pisać.

Autorka Mareike Fellwickl była niedawno w Polsce i odbyła kilka spotkań na temat książki. Opublikowała następnie na swoim Instagramie filmik z tej podróży. Ktoś w komentarzach pod nim zapytał: „Czy Polska jest odpowiednia dla podróżującej samotnie kobiety?” Ale to już chyba temat na inny wpis…

„Tatuś” („Vati”) Monika Helfer

przekład z języka niemieckiego na polski: Arkadiusz Żychliński

Wydawnictwo Filtry

Gatunek: powieść

Po „Hałastrze” połknęłam kolejną część tryptyku Moniki Helfer, którą Wydawnictwo Filtry wydało kilka miesięcy temu.

Przekładu podjął się ponownie Arkadiusz Żychliński, piękny projekt okładki pasuje do pierwszej części, a długość książki nie odbiega od „Hałastry”.

„Tatuś”, bo o tej książce tu będzie mowa, to zaledwie 180 stron, które przeczytacie w jeden wieczór, przenosząc się na chwilę w Alpy i do powojennej Austrii. To autobiografizowana historia o ojcu Moniki Helfer – Josefie, który wolał kupować książki niż buty dla dzieci i chętniej popełniłby samobójstwo niż oddał swój księgozbiór w niepowołane ręce.

To opowieść o poturbowanym pokoleniu Austriaków, którzy nie przepracowali traumy wojennej, żyli w biedzie, razem, w ciasnocie, ale wspólnie starali sobie pomagać. To w końcu też historia o rodzinie, o relacjach między rodzeństwem i ojcem, o dzieciństwie, które tak bardzo odbiega od dzisiejszych norm społecznych i pedagogicznych.

Świetny przykład na to, że literatura austriacka ma się dobrze i jest warta naszego zainteresowania.

Polecam i czekam już na trzecią część w języku polskim!

„Zamienione głowy” („Die vertauschten Köpfe”) Tomasz Mann

przekład z języka niemieckiego na polski: Walentyna Kwaśniakowa

Cały rok 2025 jest poświęcony w Niemczech Tomaszowi Mannowi. Obchodzimy jego 150-te urodziny! Z tej okazji odbędzie się bardzo wiele festiwali, wydarzeń artystycznych, spotkań, dyskusji, wznowień literackich. Niemcy wciąż uważają Tomasz Manna za swojego największego pisarza. W rankingu 100 najważniejszych niemieckich książek według Spiegla, numer jeden to… „Czarodziejska góra”(link).

Polecam Wam zajrzeć na różne strony internetowe poświęcone Mannowi i tegorocznym wydarzeniom:

Opowiadanie „Zamienione głowy” to nie jest typowa twórczość Tomasz Manna lecz tekst inspirowany mitologią hinduską. Nigdy nie wpadłabym nawet na pomysł tej lektury, gdyby nie dr Daria Dulok, która zaproponowała mi rozmowę w formie podcastu na temat tego „dziwnego” opowiadania. Zachęcam Was bardzo serdecznie do posłuchania!

Dr Daria Dulok: menedżerka, badaczka teatru i kina, ekspertka w zakresie Indii. Tłumaczy i uczy języka hindi. Wykłada w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Prowadzi zajęcia dla dzieci i młodzieży w Szkole w Chmurze. Więcej: ⁠DARIA DULOK – Menedżerka, badaczka kina i teatru, ekspertka w zakresie Indii⁠

„Der Magier” („Magik”) Magdalena Parys

przekład z języka polskiego na niemiecki / Übersetzung ins Deutsche: Lothar Quinkenstein

PO POLSKU PONIŻEJ

Mögt Ihr Krimis und Thriller, in denen die Politik im Hintergrund steht? Die Art, bei der es irgendwie komisch ist, auf die Straße zu gehen, politische Debatten im Fernsehen zu verfolgen und die Mechanismen der Medien und der Politik zu verstehen? Schließlich lauert das Böse überall und jemand ist hinter Euch her ….


Magdalena Parys hat für ihren Kriminalroman „Der Magier“ 2015 den Europäischen Literaturpreis gewonnen, und obwohl das Buch ins Deutsche übersetzt wurde, ist es in den Medien kaum beachtet worden. Das soll sich nun ändern, denn das Buch ist aktueller denn je und im brandneuen österreichischen POLENTE VERLAG erschienen, der vor allem polnische Literatur auf Deutsch veröffentlichen will (wie cool ist das?).


Aber zurück zu „Der Magier“. Die Geschichte spielt in Berlin, Sofia und zeitweise auch in Warschau, und die mysteriösen und äußerst brutalen Morde (die Szene, in der die Leiche am Anfang des Buches beschrieben wird, ist ein wahres Meisterwerk) sind politisch motiviert. Es ist ein Roman über böse Menschen, über Osteuropa und über die Ereignisse während des Kommunismus, die sich auf die nachfolgenden Generationen ausgewirkt haben. Es ist auch eine Geschichte über den Kalten Krieg, über die Stasi-Akten und ihre Vernichtung, über geheime Dienste, ihre Methoden und ihre Auswirkungen auf die menschliche Psyche. Es ist eine Geschichte über polnische Migranten, über ihr Leben in Deutschland, über doppelte Identitäten, Einsamkeit und einen schlechten Start.


„Der Magier“ ist ein großartiges Beispiel polnischer Gegenwartsliteratur, die in Deutschland noch so selten zu finden ist. Die Übersetzung stammt von dem wunderbaren Lothar Quinkenstein (er übersetzt Olga Tokarczuk ins Deutsche!).

Czy lubicie thrillery i kryminały z polityką w tle? Takie, po których jakoś tak dziwnie wyjść na ulicę, oglądać debaty polityczne w telewizji i zrozumieć mechanizmy działające w mediach i w polityce? Przecież wszędzie czycha zło i ktoś Cię śledzi…


Magdalena Parys otrzymała za kryminał „Magik” Europejską Nagrodę Literacką w 2015 roku, a książka choć była przetłumaczona na język niemiecki, to nie udało jej się wzbudzić zainteresowania medialnego. Teraz musi być inaczej, bo książka jest jeszcze bardziej aktualna, a wydało ją nowiutkie wydawnictwo austriackie POLENTE VERLAG, które chce przede wszystkim wydawać po niemiecku polską literaturę (how cool is that?).

Ale wróćmy do „Magika”. Historia toczy się w Berlinie, Sofii i przez chwilę w Warszawie, a zagadkowe i wyjątkowo brutalne morderstwa (scena opisująca zwłoki na początku książki to prawdziwy majstersztyk) mają podłoże polityczne. To powieść o złych ludziach, o Europie Wschodniej i o tym, co się w niej działo w czasie komunizmu, a co miało wpływ na kolejne pokolenia. To także historia, w której słychać echo Zimnej Wojny, o aktach stasi i ich niszczeniu, o tajnych służbach specjalnych, metodach ich działania i wpływie na ludzką psychikę. To historia o polskich migrantach o ich życiu w Niemczech, o podwójnej tożsamości, samotności i gorszym starcie.


„Magik” to świetny przykład polskiej literatury współczesnej, której wciąż tak mało w Niemczech. Polecajcie i kupujcie „Magika” po niemiecku, przekładem zajął się wspaniały Lothar Quinkenstein (tłumaczy na niemiecki Olgę Tokarczuk!).